Faceci obecni w moim życiu
mają niezwykłe wyczucie czasu. Znikają na lata bez żadnych wieści, a potem
pojawiają się nagle, wychodzą jak grzyby po deszczu i mieszają mi w głowie. Na
zmianę raz jeden, raz drugi. I aktualnie czułam się, jakbym została wypchnięta
poza burty mojego życia. Jakbym tylko stała na brzegu i patrzyła jak moje życie
odpływa siną w dal. Bez mojego udziału, bez mojej zgody, bez odwrotu.
I co mi pozostało? Chyba tylko
rzucić się do morza. I wcale nie po to, żeby sobie popływać. Na pływanie mi już
zupełnie przeszła ochota.
Miło było być całowaną i
całować kogoś. Miło było czuć to rozchodzące się po ciele ciepło. Miło było
doświadczyć czyjejś czułości, czyjegoś zainteresowania.
No właśnie, miło.
Odsunęłam się na kilka
centymetrów, kiedy zaczęło mi brakować oddechu. I odsunęłam się na kolejne
kilka centymetrów, kiedy Konrad ponownie próbował złączyć nasze usta.
─
Konrad... ─ westchnęłam,
nie uciekając spojrzeniem od jego oczu.
Przymknął powieki, opuszczając
głowę w dół na tyle, na ile pozwalały mu moje dłonie, nadal spoczywające na
jego policzkach. Pogładziłam kciukami ozdobione zarostem policzki, pragnąc
zwrócić tym jego uwagę. Konrad doskonale wiedział, że moje serce już dawno
wybrało. Ale to wcale nie znaczyło, że siedzący zaraz obok mnie mężczyzna był
mi obojętny.
Nie był.
Serce mi się krajało, kiedy
widziałam ból odrzucenia w jego oczach. Mimo to nie mogłam postąpić inaczej.
Nie mogłam mu dawać nadziei. Nie mogłam zachęcać go do czegoś, co nie miało
przyszłości.
─
Przepraszam ─ szepnęłam,
nadal zamykając jego twarz w uścisku swoich dłoni.
Spojrzał mi prosto w oczy, a
potem odgarnął z mojego czoła zbłąkany kosmyk mokrych włosów.
─
Jak ja bym chciał być na jego miejscu ─
odezwał się w końcu. ─
Mieć twoje serce na własność, móc patrzeć na ciebie przed zaśnięciem i zaraz po
obudzeniu się.
I gdy patrzyłam na niego,
wiedziałam, że miał dokładnie to na myśli. Wcale nie byłam zdziwiona jego
uczuciem do mnie. Kilka razy się z tym zdradził. Zbyt długo na mnie patrzył.
Albo uśmiechał się do mnie z czułością, której nie mogłam nie zauważyć. Drobne
oznaki, ale powiedziały mi wiele o jego uczuciach. Szkoda tylko, że nawet
świadomość tego, co Konrad czuje, nie potrafiła mnie przygotować na tę
sytuację.
─
Nie płacz.
I ze zdziwieniem odkryłam, że
moje policzki rzeczywiście są mokre od łez. Raniłam go, chociaż wcale tego nie
chciałam. Konrad zawsze był przy mnie. Nie zliczę, ile razy stawiał mnie w
pionie, kiedy upadałam. Był swego rodzaju strażnikiem. Zarówno kiedyś, jak i
teraz, kiedy ponownie wrócił do mojego życia i zajął w nim ważne miejsce.
─
Przepraszam ─
powiedziałam.
─
I nie przepraszaj.
─
Przepraszam ─ powtórzyłam
mimo to.
Westchnął, uśmiechając się
nieco smutno. Ale zaraz potem zbliżył twarz ku mojej i pocałował moje czoło z
czułością, przytrzymując swoje ciepłe wargi przy mojej skórze na dłużej. A
potem tak po prostu mnie przytulił, nie zwracając uwagi na to, że nadal byłam
mokra po wyjściu z basenu.
─
Dam temu idiocie trochę czasu, ale lepiej niech się spieszy, bo inaczej zwinę
mu ciebie sprzed nosa.
─
Jemu to powiedz ─
parsknęłam śmiechem.
─
Właśnie to zamierzam zrobić.
Konrad spojrzał ponad moim
ramieniem w górę. Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się, o co mu chodzi, a
potem podążyłam za jego wzrokiem, odwracając się. I momentalnie tego pożałowałam.
Wolałabym nigdy nie zobaczyć tego rozczarowania na twarzy Michała. Gdyby był
zły, jakoś bym sobie z tym poradziła, w tym miałam praktykę. Ale rozczarowanie?
Ten zawód na jego twarzy? Cholera, na to nie byłam przygotowana.
Potrafiłam tylko patrzeć na
Michała, chociaż on tego nie odwzajemniał. Właściwie patrzył jedynie na nadal
obejmującego mnie Konrada. I nagle patrząc na niego, nie potrafiłam powiedzieć
już, co czuł. Jego twarz nie wyrażała nic.
Wyprostowałam się, wycofując
się spod ramion Konrada. Nagle byłam nieznośnie świadoma jego bliskości i
zaczęła mi ona przeszkadzać, mimo że mężczyzna siedzący obok mnie nic złego mi
nie zrobił. A wręcz przeciwnie, uszanował moje uczucia.
Obserwowałam Michała,
zastanawiając się gorączkowo, co powiedzieć, co zrobić, czy zacząć się
tłumaczyć, czy wręcz przeciwnie, poczekać aż on sam wyjaśni, co właściwie tutaj
robił.
Cisza się przeciągała. Ku
mojemu zaskoczeniu to Konrad pierwszy zareagował. Przykucnął obok, zwracając
moją uwagę.
─
Już i tak zabrałem ci za dużo czasu ─
powiedział z uśmiechem. ─
Wracaj do wody.
Patrzyłam jak Konrad podchodzi
do Michała, jak stają naprzeciwko siebie, wymieniając groźne spojrzenia, jak
ich ciała się napinają, kiedy wymieniali między sobą jakieś uwagi. Ani jeden,
ani drugi nie spojrzał w moją stronę.
A mnie przestało to obchodzić.
Kiedyś ufałam Michałowi, a
część tego zaufania pozostała do teraz. Ufałam również Konradowi, bądź co bądź
był moim bliskim przyjacielem. Wierzyłam, że zachowają się jak dorośli, więc
wycofałam się poza to. Zanurzyłam się w wodzie i przez chwilę pozostawałam przy
dnie, a kiedy się wynurzyłam, ich już nie było.
Pozostała tylko ciekawość i
nić podejrzliwości.
*
Siedzenie na plastikowych
krzesełkach w poczekalni i zachodzenie w głowę, co się dzieje za drzwiami
lekarskiego gabinetu, potrafiło doprowadzić człowieka do szału. A już zwłaszcza
wtedy, kiedy wizyta się przeciągała i kompletnie nie wiedziałeś, czego się
spodziewać po jej zakończeniu.
Marta zniknęła za tymi
drzwiami ponad pół godziny temu. Może gdybym wiedziała, co oznacza ta
przedłużająca się wizyta, jakoś bym mogła się nastawić na moment, kiedy Marta
wyjdzie. Już bym wiedziała, czy ją pocieszać, ocierać łzy, kiedy będzie
wypłakiwała sobie oczy, czy raczej przygotować się na ostrożną nadzieję, a być
może na pełen szczęścia wybuch.
Za dużo możliwości, za mało
wiadomości.
Musiałam czekać, a to
doprowadzało mnie do szału.
Zaczęłam stukać palcami o
siedzenie krzesła, ale przestałam, kiedy pani z naprzeciwka posłała mi pełne
gniewu spojrzenie. Jak widać nie tylko mnie czekanie doprowadzało do wściekłości.
W końcu drzwi się otworzyły.
Marta nie wyglądała ani na załamaną, ani na szczęśliwą. Z wyrazu jej twarzy nie
potrafiłam nic odczytać. Oczy miała lekko mętne, stąd wiedziałam, że myślami
krążyła daleko stąd.
I żaden mój scenariusz mi w
tej sytuacji nie pomoże. Więc zamiast się zastanawiać, po prostu zgarnęłam
swoje rzeczy i ruszyłam w jej kierunku. Stanęłam przed nią, chwytając jej
ramiona, by móc nią lekko potrząsnąć, kiedy nadal mnie nie zauważyła. W końcu
jej oczy spoczęły na mojej twarzy. Ani śladu radości, ani śladu łez. Zaczęłam
się martwić.
─
W porządku? ─ zapytałam z
przejęciem.
─
Tak ─ kiwnęła głową i
rozejrzała się dookoła, jakby dopiero teraz zrozumiała, że już jest poza
gabinetem. – Muszę jeszcze iść do rejestracji, żeby zapisać się ja badania.
Potem możemy wracać.
Byłam w pobliżu, kiedy
załatwiała sprawę w rejestracji. Z tego, co usłyszałam, czekał ją imponujący
zestaw badań, ale to chyba dobry znak, prawda?
Jeżeli są badania, to znaczy,
że jeszcze nic nie jest pewne. Lekarz wciąż szuka, nie spisał Marty na straty
na samym początku. A więc była nadzieja, prawda? Było się z czego cieszyć.
Ale Marta wcale nie wyglądała
na radosną. Była raczej ostrożna, niepewna i podchodziła do wszystkiego ze
sporym dystansem. Kiedy ją o to zapytałam w samochodzie podczas drogi powrotnej
do mojego mieszkania, odpowiedziała mi tak:
─
To nie pierwszy raz, kiedy ktoś postanowił coś sprawdzić. Ale zbyt wiele razy
kończyło się na fałszywej nadziei, bym dała się na to ponownie nabrać. Nie chcę
się na nic nastawiać. Mogę nie przetrwać kolejnego rozczarowania.
I to miało sens.
Wcale nie zazdrościłam Marcie.
Nie chciałabym być w jej skórze, bo nie miałam ani grama pewności, że
zdołałabym dotrwać do tego momentu, w którym ona była teraz. Tyle razy już
usłyszała, że nic z tego nie będzie, że nie można jej pomóc. A nadal próbowała.
Nie robiła sobie złudnych nadziei, ale próbowała.
Nie skazywałaby się na to
ponownie, gdyby nie wierzyła, że można jeszcze coś dla niej zrobić.
Już za sam hart ducha miała
mój dozgonny szacunek. Mogłam się nie zgadzać z jej wszystkimi działaniami, ale
siły jej odmówić nie mogłam. Marta była silną kobietą. Patrząc na nią, mogłam
być pewna, że jeżeli jej na czymś zależy, będzie o to walczyć do końca.
Byłam pewna, że zależało jej
na Damianie.
Musiałam tylko sprawić, by
sobie uświadomiła, że jest warta, by o nią walczyć. Bo Damian się nie podda. On
będzie o nią walczył do końca.
W końcu co byłaby ze mnie za
siostra, gdybym pozwoliła najważniejszej dla niego osobie tak po prostu odejść.
Bez słowa wyjaśnienia, bez próby walki.
─
Sabina? ─ Marta pojawiła
się w kuchni, gdzie siedziałam nad kubkiem zielonej herbaty i myślałam o
wszystkim i o niczym. ─ Jak
dobrze wiedzieć, że jednak żyjesz.
Ten drobny żart i delikatny
uśmiech na jej twarzy mówił mi na tyle dużo, że powstrzymałam się od wszelkich
pytań. Zamiast tego przewróciłam oczami, jak kiedyś miałam w zwyczaju, gdy
Damian mnie irytował.
─
Potrzebujesz czegoś? ─
zapytałam, kiedy usiadła naprzeciwko mnie, przybierając to swoje przenikliwe
spojrzenie. Czułam się, jakby mnie chciała nim prześwietlić.
─
Potrzebuję się dowiedzieć, dlaczego znowu pijesz zieloną herbatę hektolitrami ─ otwierałam usta, żeby
powiedzieć, że przecież zawsze piję zieloną herbatę, ale Marta nie dała mi
dojść do słowa ─ co
robisz zawsze, kiedy coś nie daje ci spokoju. Więc bez wciskania kitów, mów, o
co chodzi.
─
Właśnie o to chodzi, że ja nie wiem, o co chodzi ─
zaśmiałam się krótko.
─
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o faceta. Nie owijaj w bawełnę, tylko
gadaj.
Chwilę zastanawiałam się, jak
ująć moje rozbiegane myśli w jakieś sensowne zdanie. Trudne zadanie, odkąd w
mojej głowie panował istny chaos.
─
Konrad w końcu przyznał mi się, że coś do mnie czuje ─ walnęłam bez zbędnego przedłużania. Marta i tak
wyciągnęłaby ze mnie wszystko.
─
Konrad co? ─ wydawała się
być szczerze zaskoczona. Nie wiedziała? Dziwne, zwykle ona pierwsza zauważała
takie rzeczy, ale ostatnio faktycznie miała swoje własne dramaty na głowie.
─
Pocałował mnie ─
powiedziałam, marszcząc brwi, kiedy próbowałam przywołać w pamięci, jakie to
było uczucie. Ale nie potrafiłam. Za dużo w niej było innych pocałunków. Tych,
które pamiętałam mimo upływu czasu. Tych, których nigdy nie chciałam zapomnieć.
─
Walnęłaś go? ─ uniosłam
brwi, patrząc na nią, jak na wariatkę, kiedy zadała to pytanie.
─
Dlaczego miałabym go walnąć? Nie mam w zwyczaju bić ludzi! ─ oburzyłam się.
─
Nie? ─ uśmiechnęła się
kpiąco. ─ A Włodarczyk to
co?
─
A Włodarczyka byś sama na moim miejscu walnęła.
─
Prawdopodobnie tak ─
przyznała mi rację. ─ A
co na to Kubiak?
Nie mogłam się powstrzymać od
śmiechu. Marta przyglądała mi się z niezrozumieniem wymalowanym na twarzy.
─
Śmieszna sprawa, bo Kubiak wszystko widział.
Martę na moment zatkało.
─
Czekaj, nie nadążam. Całowałaś się z Konradem na oczach Michała? I go nie
walnęłaś? I on go nie walnął? Powiedz, że się nie pozabijali.
Wzruszyłam ramionami. Sama
chciałabym wiedzieć, czy się czasem nie pozabijali. Żaden się nie odzywał od
wczorajszego wieczora, a ja nie zamierzałam robić z siebie idiotki i napastować
ich obu wiadomościami. Wierzyłam, że umieją załatwiać sprawy po dorosłemu.
─
Tak właściwie, to Konrad mnie pocałował, a ja nie zaprotestowałam i go
nie walnęłam. Co nie znaczy, że się nie odsunęłam. Zrobiłam to chwilę później.
A Kubiak sobie stał za moimi plecami i podglądał. Na to już nie miałam wpływu.
─
Ty nie, ale może kto inny miał... ─
rzuciła pod nosem, ale i tak ją usłyszałam.
─
Coś sugerujesz?
─
Nic nie sugeruję, po prostu nie wierzę w przypadki. A ten przypadek jest
przeogromny i ma na plecach napisane "Konrad".
Czyli Konrad zaplanował to
wszystko specjalnie, żeby co? Żeby mnie wyswatać z Michałem? Niby dlaczego
miałby to robić?
Jasna cholera.
Teraz w głowie miałam jeszcze
większy chaos niż poprzednio.
Wow!!! Co Michał taki spokojny jak na niego? Myślałam, że od razu wyjdzie albo przywali Konradowi
OdpowiedzUsuńKonrad chciałby wyswatać Sabinę z Michałem poprzez pocałowanie jej na oczach Michała? Taki trochę... dziwny plan;D Chciał wzbudzić jego zazdrość? Robi się coraz ciekawiej ;-)
OdpowiedzUsuń